Patron PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
wtorek, 21 sierpnia 2012 16:18

św. Brat Albert Chmielowski

 

Adam Bernard Hilary Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 roku w miejscowości Igołomia pod Krakowem, jako najstarsze z czworga dzieci  Józefy z Borzysławskich i Wojciecha Chmielowskiego. Jego ojciec, pochodzący ze zubożałej rodziny szlacheckiej, pracował jako celnik na ówczesnej granicy pomiędzy ziemiami zaboru austriackiego i rosyjskiego. Po kilku kolejnych przeprowadzkach państwo Chmielowscy osiedli w  Warszawie i tam w 1853 r. na gruźlicę zmarł ojciec ośmioletniego wtedy Adama. Jako syn carskiego urzędnika, Adam miał prawo do bezpłatnej nauki w petersburskiej Szkole Kadetów i rodzina, znajdująca się w kłopotach finansowych, chętnie z tego prawa korzystała. W Szkole Kadetów Adam wykazał się pilnością i inteligencją, a także nauczył się świetnie władać bronią. Mimo to matka w obawie, by nie uległ rusyfikacji, po roku przeniosła go do warszawskiego gimnazjum.

 

Czternastoletni Adam pod koniec nauki w gimnazjum został  osierocony przez matkę, która zmarła w 1859 roku. Kilka lat później rodzina sprawująca opiekę nad dziećmi Chmielowskich zaniepokojona narastającymi w warszawskich szkołach nastrojami patriotycznymi i powstańczymi zdecydowała, że lepiej, by Adam kontynuował naukę poza stolicą. Przybywa zatem do Puław, gdzie rozpoczyna studia na wydziale rolniczo-leśnym. Tu od początku angażuje się w konspiracyjne działania patriotycznej grupy studenckiej. Rok później wybucha powstanie styczniowe.

Adam Chmielowski walczy w pierwszych szeregach oddziału sformowanego przez puławską młodzież, a potem w oddziałach Frankowskiego i Langiewicza. Po porażce pod Grochowiskami internowany przez Austriaków zostaje wywieziony do Ołomuńca, ucieka jednak z niewoli, by włączyć się znowu do walk powstańczych, tym razem pod dowództwem Zygmunta Chmieleńskiego. Awansowany do stopnia porucznika za zasługi w bitwach pod Trojczyną i Mełchowem, Adam kończy swą powstańczą walkę w tej ostatniej bitwie. Ciężko ranny, dostaje się do rosyjskiej niewoli. Ma osiemnaście lat, zgruchotaną granatem nogę i musi poddać się amputacji w polowym szpitalu, bez znieczulenia. Przewieziony do szpitala w Koniecpolu, zagrożony perspektywą zsyłki na Sybir, z pomocą rodziny ucieka i przedostaje się do Francji. Poddany dalszemu leczeniu w Paryżu, wraca do zdrowia, otrzymuje najlepszą dostępną w tamtych czasach protezę i po raz pierwszy w życiu poznaje świat sztuki. Zafascynowany, chce studiować malarstwo w Paryżu, lecz gnany tęsknotą za krajem i najbliższymi po ogłoszeniu amnestii w 1865 roku powraca do Warszawy.

Odkryty we Francji fenomen malarstwa pociąga go nieodparcie. Wbrew woli rodziny Adam podejmuje studia w warszawskiej Klasie Rysunkowej, jednak pod naciskiem krewnych po roku wyjeżdża do Belgii na studia inżynierskie. Tam też przebywa tylko rok, ostatecznie decydując się na Akademię Sztuk Pięknych w Monachium, jednym z głównych ośrodków artystycznych ówczesnej Europy. W Monachium Adam Chmielowski zaprzyjaźni się z takimi znakomitościami malarskiego świata jak Gierymski, Wyczółkowski, Chełmoński czy Witkiewicz.

Po powrocie do kraju Adam w 1875 roku osiada w Warszawie. Tam tworzy, tam bierze czynny udział w kulturalnym życiu stolicy. Pracownię malarską dzieli z Chełmońskim i Witkiewiczem, spotyka Modrzejewską i Sienkiewicza. W Polsce powstają pierwsze wielkie dzieła Chmielowskiego: Dama z listem czy Powstaniec na koniu, a także pejzaże Przed burzą czy Nastrój wieczorny. Ten - jak o nim mówiono - "chodzący wzór wszystkich cnót chrześcijańskich i głębokiego patriotyzmu" tematykę obrazów ogranicza do spraw świeckich, a w rozprawie zatytułowanej "O istocie sztuki" pisze, że "istotą sztuki jest dusza wyrażająca się w stylu".

Przebywa w Krakowie i Lwowie, odbywa podróż do Wenecji. Maluje teraz obrazy inspirowane krajobrazem włoskim i po raz pierwszy podejmuje tematykę religijną. Powstają Cmentarz o zmierzchu, Widzenie świętej Teresy, Wizja świętej Małgorzaty. W 1879 roku trzydziestoczteroletni Adam odkrywa, że dusza to dużo więcej niż głębia przejawiająca się w malarskim stylu. Szuka więc teraz nowego wymiaru duszy, podąża za nowym ideałem, próbuje wejść na nowe drogi piękna ? drogi na razie nieosiągalne, nieuchwytne. Teraz powstaje Ecce Homo, obraz, którego Chmielowski nigdy nie uznał za skończony. "Może Jego twarz dlatego tak trudno czasem uchwycić, że jest On znacznie bliżej nas niż sami sądzimy" - mawiał.

Wyjeżdża na rekolekcje do jezuitów w Tarnopolu, a 24 września 1880 roku rozpoczyna nowicjat u jezuitów w Starej Wsi. Zostawił wszystko, odsunął liczne znajomości, odrzucił perspektywę kariery artysty-malarza, postanowił zostać zakonnikiem. Nie wytrzymał nawet roku. Z objawami głębokiej depresji, na skraju załamania nerwowego opuszcza Starą Wieś. Przechodzi leczenie w ośrodku dla nerwowo chorych w Kulparkowie, potem kilka lat odpoczywa w majątku swojego brata w Kurdyńcach na Podolu. Tam, w spokoju, pod kojącym wpływem przyrody, powolutku powraca do zdrowia. Tam też pod wpływem miejscowego proboszcza angażuje się w Trzeci Zakon św. Franciszka.

Jako tercjarz Adam nie tylko maluje i konserwuje stare kościelne obrazy  oraz przydrożne kapliczki, ale przede wszystkim poświęca się pracy z ludźmi. Chodzi, rozmawia, uczy wiary i patriotyzmu. To, oczywiście, nie podoba się władzom carskim ? ukaz wysiedleńczy z 1884 r. daje mu trzy dni na opuszczenie granic cesarstwa. Wraca więc do Krakowa, znowu wchodzi w środowisko artystyczne, fascynuje go jednak służba potrzebującym - a tych w Krakowie nie brakuje.  Próbuje  i tutaj kontynuować pracę według zasad Trzeciego zakonu - okazało się jednak, że warunki miejskie wymuszają  zupełnie inne rodzaje działań, które mogłyby pomóc najbiedniejszym. W poszukiwaniu nowych dróg Adam odchodzi powoli od malarstwa. 25 sierpnia 1887 roku przyjmuje habit franciszkański, by przybrawszy imię Brata Alberta, całkowicie poświęcić się Bogu w ludziach potrzebujących pomocy. Rok później składa pierwsze śluby zakonne.

Postanowił pracować wśród bezdomnych mężczyzn z krakowskiej ogrzewalni, w nędzy materialnej i często moralnej. Nie jest sam. Jego przykład i ideały pociągnęły licznych naśladowców - Braci Posługujących Ubogim III Zakonu św. Franciszka, nazwanych potem albertynami. Razem kwestują, razem pracują, ucząc powoli pracy także swych podopiecznych. Od 1891 roku rozpoczyna działalność podobne zgromadzenie żeńskie.  Podstawę ich życia i działalności stanowi radykalne ubóstwo. Pracują w przytuliskach, domach dziecka, szpitalach, domach opieki - wszędzie, gdziekolwiek są ludzie potrzebujący chleba, schronienia i miłości.

Siłę do niełatwej służby albertyni i albertynki czerpią z miłości Bożej przez modlitwę. "Na darmo usiłujemy postąpić przez inne środki, inne praktyki, inną dro­gę. Modlitwa jest warunkiem nawracania dusz"- mówił Brat Albert. Szczególnie mocno podkreślał rolę modlitwy w życiu zakonnym, twierdząc, że |"bez modlitwy nie podobna wytrwać w powołaniu". Już od 1891 roku powstają pierwsza albertyńskie pustelnie - duchowe zaplecze dla braci i sióstr pracujących pomiędzy ludźmi i jednocześnie miejsce formacji. Jedną z pierwszych jest pustelnia na Kalatówkach koło Zakopanego. Tam wokół Brata Alberta gromadzili się ludzie przeróżnych światopoglądów, także wielcy ludzie zafascynowani pięknem Tatr. Bywał tam Żeromski, Witkiewicz, Chełmoński, Przybyszewski. "Takich rekolekcji na nizinach nikt nie widział" - mawiali. Do Chmielowskiego lgnęli wierzący i niewierzący, katolicy i żydzi, obojętni religijnie i mistycy. Wszyscy uważali go za brata. On zaś mówił, że nie chce żadnej władzy nad drugim człowiekiem, że nie jest niczyim zwierzchnikiem, że nie ma prawa nikogo nawracać, nikomu prawić kazań, wymuszać zmiany postępowania lub przekonań.

Powstają coraz nowe schroniska albertyńskie we Lwowie, w Jarosławiu, Tarnopolu, Tarnowie, Przemyślu, Kielcach. Po wybuchu pierwszej wojny światowej albertyni i albertynki podejmują pracę w szpitalach wojskowych. Brat Albert dużo podróżuje, lecz zdaje sobie sprawę, że jest coraz starszy i coraz słabszy. Porządkuje sprawy organizacyjne zgromadzenia, odbywa ostatnie rekolekcje na Kalatówkach. W Boże Narodzenie, 25 grudnia 1916 roku, umiera w Krakowie na raka żołądka.

 

 

Relikwie św. Br. Alberta w jego celi                             Grób

 

Brat Albert nie stworzył nowego systemu filozoficznego, nie napisał wielkiego dzieła, nie namalował - choć zapewne mógłby - żadnego arcydzieła na skalę światową. Odważył się jednak na coś znacznie więcej. Pokazał, że dziś można być chrześcijaninem i żyć po chrześcijańsku. Kościół potwierdził jego świętość przez beatyfikację (1983) i kanonizację (1989), dokonane przez papieża Jana Pawła II.

W obliczu przemian zachodzących we współczesnym świecie, Brat Albert jawi się jako święty z zawsze aktualnym wezwaniem skierowanym do wszystkich ludzi i do każdego człowieka: "Po­winno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszy­stkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny".

Poprawiony: środa, 19 kwietnia 2017 09:36
 

do Bożego Narodzenia...

Courtesy of Go Mylo Countdown

100 lat solenizantom

Wczoraj : Mikolaja Jaremy
Dzisiaj : Marcina Ambrozy
Jutro : Marii Swiatozara
Ulti Clocks content